Jura Krakowsko Częstochowska >> Bieszczady 1985


Zamek w OlsztynieOlsztyn, k.Częstochowy. Można było sobie pojeździć po jego stokach. Pojeździć to znaczy próbować się wdrapać. Przyznam, że mocy silnika trochę było za mało ...
A to zamek w MirowieWyrastający z pod ziemi zameczek w Mirowie, również dostępny był z rumaka.
A to może Bobolice ?Na azymut, ścieżką przez las dotarliśmy do piaskowego wąwozu, którego sforsowanie uwieńczone było jednym packiem. Na zdięciu szlachetny Tomasz S. na tle Bobolic.

OgodzieniecO ile do Ogrodzeńca już nie wjechaliśmy, to można było dotrzeć na jego zaplecze. Oczom ukazywał się wówczas ten oto wspaniały widok (ze mną w tle).

A potem natrafiliśmy na faceta z (D) i razem przez Zakopane pojechaliśmy na wschód.
Na zdięciu po posiłku w jedynej w tym czasie przydrożnej karczmie za .... . No właśnie, czy ktoś to poznaje ?. Jeżeli tak to napiszcie.
Czy to aby na pewno Majdan ?A tutaj już po dotarciu do bram Bieszczad. Pokazaliśmy Rajnerowi dzzikość tej krainy noclegując dwa dni w dziewiczym rejonie (za pozwoleniem leśniczego). "Szowers" w potoku były atrakcją dnia.
Na tej prostej Rayner (D) z Tomaszem jako pasażerem osiągnął granicę 200 km/h. Krzyki Tomasza zagłuszane co prawda rykiem silnika było słychać w całej okolicy.
Czasami drogi zaznaczone na mapie jako przejezdne kończyły się niespodziewanie takim oto uskokiem. No cóż, MZtki może by i przejechały, ale ta Yamaha ..
Po drugiej stronie Tarnicy, u źródeł Sanu.
Granica z ZSRR, pilnie strzeżona przez braci zza Buga. Rainer nie mógł uwierzyć, że to tylko tak wygląda. Nie widział zasieków, pól minowych itp. gadzetów.
Ta droga asfaltowa, przykryta piaskiem świadczy o dość nikłym ruchu panującym na tym odcinku.
Parking za Wołosate. Dalej nie pojechaliśmy. W tym miejscu pojawił sie pierwszy znak Zakaz Ruchu !.
Rainer pokazuje Tomaszowi, który ma minę amerykanina podrużującego po Europie dokąd sięga Polska.
Zawsze zabieraliśmy umęczonych wspinaczkami turystów na pustej drodze w Wołosatego do Ustrzyk.
Gdy kota nie ma myszy szaleją. To zdięcie o mało nie zakończone zostało wywrotką z powodu samoczynnie się składającej stopki bocznej w Fj1200.
Jedne z ładniejszych serpentynek za Leskiem.
Pożegnanie z Rajnerem. Pokazaliśmy mu ładny, dziki kawałek Polski. Potokową toaletę zapamientał dość długo. Do dnia dzisiejszego utrzymujemy poprawne stosunki z tym sympatycznym mieszkańcem zza Odry.
Czas powrotu. Jesienna słota.
Chwila drzemki w stogu siana na utrwalenie czasu spędzonego w końcówce wakacji.

 

Powrót do strony głównej ONET