| Wyjazd turystyczno -
zarobkowy do FRANCJI -Wrzesień 1989 i powrót przez najpiekniejsze włoskie przełęcze |
Praca
spawacza w stoczni nie dawała wiele poza satysfakcją ze
stanowiska. Trzeba się było trochę dorobić, a że i w
roku poprzednim znalazłem kuzyna z plantacją winogron,
wyjazd trzeba było zaplanować.We wrześniu - bo to pora zbioru winogron - udałem się tradycyjnie bez wizy przez Czechosłowację do bezwizowej Austrii. Na zdjęciu czechosłowacja, po wyjściu z zadeszczonej Polski. MZ ciął powietrze jak brzytwa, śmigałem 90-100 km/h. |
Granica
z Austrią bez problemów, granicę pomiędzy Austrią a
RFN przeciąłem z duszą na ramieniu bez zatrzymywania
na autostradzie Salzburg - Innsbruck. Tak więć byłem
już nielegalnie w RFN.Nad tą rzeczką w Bawarii umyłem uświnony jazdą w deszczu motocykl. Czysty wyglądałem bardzej wyglądałem na zachodniego turystę niż "gastarbajtera ze wschodu" |
Nocleg
znalazłem na polu bawarskiego Bauera i po długich
zapewnieniach że nie szukam pracy pozwolił mi rozbić
namiot. Dał mi również wodę (patrz jak się gotuje) i
wieczorem przyszedł trochę pogadać.Okazuje się że był w Polsce i Rosji Radzieckiej ale na wycieczce z Wermahtem. |
Granicę z francją również z duszą na
ramienu przełamałem w Strasbourgu, gdyż ruch tam
największy.Na zdjęciu już kolacyjka we Francji. Jak można zauważyć, kuferki obklejone są znaczkami (I), (A), (D), (F) co miało na celu zmylenie straży granicznej. Jak dowiodła hiostoria - skutecznie. |
Do kuzyna Jocelyn'a
Chudzikieiwcz'a (to ten z prawej) dotarłem już o
zmroku, przyjął mnie bo i cóż miał zrobić, i od
dnia nastepnego rozpoczeliśmy przygotowania do
winobrania.Wtedy to Jocelyn zaraził się na poważnie bakcylem motocykla. Żebym wiedział jak to się zakończy, nigdy bym tam nie zawitał. |
Wcześnie
rano, jak widać na obrazku, słońce znad Alp
oświetlało chmury nad najpiękniejszym (dla mnie)
grzbiecie gór Dentelles de Montmirau. Najwyższym
szczytem jest tam "Szczyt Wiatrów" o czym
potem. |
Tak więc praca rozpoczęła
się od nalewania wina w butelki, korkowania,
etykietowania, składania do leżakowania i katronowania
wysyłek.Na zdjęciu wieczorna porcja i Jocelyn przy maszynie do etykietowania. |
A oto
cała ekipa zbierająca winogrona. Zbieranina ludków z
Francji, Włoch, Hiszpanii i nawet RFNu !. Praca ciężka i w potwornym upale. Jedyne co gasi wówczas pragnienie to mieszanka 30% wytrawnego wina (oczywiście Vacqueryras - Jocelyna) i 70% zimnej wody. Jeść się nie chce bo i tak podjada się winogrona. |
Po zakończonej pracy (od
8:00-12:00, przerwa obiednia, 14:00-18:00) jak i
również w niedziele można było się poszwędać po
okolicy. A okolica jest najładniejszą i obfitującą w
największe cuda jaki widziały moje oczy : malownicze
miasteczka, górki, góry, kaniony, rzzeczki, rzeki,
zamki, zamczyska, pola lawendowe etc.. Na zdjęciu przepiękny kanion Gorges de la Nesque. |
Wzgórze wiatrów Mont Ventoux
słynie ze zmiennej pogody, świstających i
wyrywających drzwi samochodom wiatrom. O świcie (tak
byłem) mamy tutaj najpiękniejszy widok na wschodzące
słońce widoczne nad wierzchołkami Alp, cudowny widok
na wygrzaną słońcem równię Carpentras i w ogóle ...Zobacz (to znaczy wyobraź sobie) jak wiatr łopocze równo zamocowanymi drogowskazami. Motocykl by się nie wywrócił zaparłem gmolami o murek. |
Cztery tygodnie pracy i
tyrystyki po Provancji minęły jak z bicza trzasł. Pora
powrotów. Wybrałem drogę przez Włochy. Granicę
(również nielegalnie) udało mi się przekroczyć ok.
Branson. Po noclegu na polu sympatycznego Włocha na
zielonych stokach nieopodal Lovere udałem sie w kierunku
celu powrotu jakim była przełęcz Pso Gavia.
Wybrałem ją ponieważ droga była zaznaczona jako nie
całkiem asfaltowa.Przed wjazdem ostrzeżenie : zwężenie, podjazd 16%, niebezpieczene zakręty, padła nawieżchnia itp ... |
... i to własnie było boskie. Cały
podjazd do szczytu był szuterkiem, zero ruchu, droga
wąska, widoczki więcej niż boskie. Ciąłem w górę
(obładowanym motocyklem MZ dla przypomnienia) na
pierwszy i czasami na drugim biegu. |
Widoki były tak urzekające,
że zatrzymywałem się nader często. Droga upszczona
była na poboczu małymi krzyżykami - kapliczkami ofiar
wypadków. Przypuszczam, że w czasie deszczu sympatyczny
szuterek przeradza się błotną ślizgawkę a wtedy
zjeżdzając nie wiele trzeba by wylecieć w drogi
choćby na drewnianych drenach, jakich sporo było w
poprzek drogi. |
Sama
przełęcz 2621 m.n.p.m była przykryta śniegiem. Nie
powinno to nikogo dziwić, gdyż temperatura nieco
podupadła poniżej 0C. Jak tu było bosko - samotny jeździec na swojej niezawodnej MZ |
Potem szusowłem w dół. Dojazd
do przełęczy z drugiej strony był wyasfaltowany.
Puściłem się na szybowca, średnią prędkością 80
km/h, lekko tylko podhamowywując w większych łachach
śniegu ... |
...
do momentu jak nie wpadłem na taki oto oblodzony
kawałek drogi. Poślizgnąłem się ale wyhamowałem na
cieńkiej listeczce asfaltu nie pokrytego lodem. Na niej
właśnie stoi mój MZ. Zsiadając z motocykla by zrobić
to zdjęcie wywaliłem się jak długi na lodowym
kawałku.Uff, dalej w dół leciałem już "nieco" wolniej. |
No cóż, potem pozostała już
tylko przełęcz Pso d.Stelvio na 2757
m.n.p.m.Byłem tu jedynym motocyklistą o tej porze roku. Dumny ze swojego pojazdu, szwędałem się po przełęczy w zasadzie bez sensu. P.S. Upał jakby trochę zelżał. |
Take
widoki na zjeździe długo zapadają w pamięć. Są to
najbardziej widowiskowe serpentyny jakie znam. Byłem tam
pierwszy raz swoim MZ. Potem byłem tu wielokrotnie, na
MZ, Trapim i Viaderku i nawet w "blaszanych
puszkach" z rodziną.Oczywiście nie mogłem hamować silnikiem, więc często zatrzymywałem się na studzenie tarczy i bębna hamulcowego. Fajne uczucie, gdy "na szybowca" tj. z wyłączonym silnikiem osiągasz w chwilkę prędkość ponad 100 km/h. |
Do Austrii wtargnąłem
ignorując machanie Włoskiego pogranicznika - niby nie
rozumiejąc i machając mu przyjaźnie. Rozbawiłem tym
pogranicznika Austriackiego, który zanosząc się
śmiechem nie miał nawet ochoty mnie skontrolować. Po
drobnej przerwie na wymianę linki od gazu, która już
przed wyjazdem była lekko nadwyrężona i której
zapasową "kopię" miałem z sobą
niezakłóconym marszem dojechałem do domu.ALPY są dla MZ niestraszne. |