3.05Rano obudził nas w zasadzie "zębaty". Nasz poranny ptaszek Krzysztof rozpalił ognisko i tak za moment wszyscy już grzaliśmy przy nim zmarznięte członki, tj.kończyny. |
I
wyruszyliśmy w drogęP152 do roztoki. Tam się
tradycyjnie skończył asfalt i dobrze bo jamowaty.
Ponownie w chmurach pyłu jedziemy zobaczyć drugi
kawałek zaznaczony na mapie jako zielony. |
Przecinamy uśpiony Tychyj, a oczom naszym
ukazuje się już pasmo Bieszczadów. Łączymy grupę w
Volosjance i hajda asfaltem do Turka. Drogę zagradzał
jednak szlaban. na pierwszym przepuszczono nas
bezboleśnie. Na drugim jednak spisano wszystkie
motocykle i dane z paszportu "starszyny"
którym to się stałem bezwiednie.Samo Turka to obraz nędzy i rozpaczy. Sklepy absolutnie wyposzczone, a chleb (pancerny) dostaliśmy spod lady. Nie ma kiełbasek. No nie ma nic ... |
Zażenowani wracamy do Użoka, odbijamy na
"białą" drogę ponieważ upatrzyliśmy tam
fajne miejsce na nocleg. Około dziesięciu kilometrów
od asfaltowej za strumieniem polanka idealna na nocleg. |
Dostępu do polany bronił jedynie (dosyć
słabo) owy strumyczek. Ze względu na profil bieżnika
pomocy wymagał (aczkolwiek niedużej) CBR-Enduro.Namioty stały w szeregu na baczność już o 16:00. Rozpalone ognisko tliło się do wieczora, a my przy piwku, herbacie, kisielu i innych takich relaksowaliśmy się dzikością natury i absolutną cisza. Przez całe popołudnie przejechał tylko jeden samochód i jeden pojazd konny. ![]()
|
04.05Wieczór był ciepły, jednak poranek lodowaty - dosłownie. Sztywne namioty, motocykle przykryte warstewką lodu. Ponownie Krzysztof uratował temperaturę rozpalając poranne ognisko. Zimno - czas w dalszą drogę. Drogą A262 do Użhorodu na granicę. Nie będę opisywał przypadków żebractwa na stacji paliw, mozolnego przekroczenia granicy, skostniałych przepisów, walki o zamianę grzywien na korony. Dosyć, że samochodziarze czekali po 19 godzin w nie więcej niż 40 samochodowej kolejce. W każdym razie próbujcie szturmować. Warto. |
Słowacja
przywitała na płaskimi jak stół drogami. Przeciętna
wzrosła tak szybko (jadąc jednak przepisowo na
wszystkich ograniczeniach - co zaowocowało przyjaznym
przejazdem przed nosem 5-ciu ukrytych radarów), że
posiłek obiednio-wieczorny zjedliśmy już na polu w
Czerwonym Klasztorze u stóp Trzech Koron. |
05.05Tomasz opuszcza naszą grupę, musi być w sobotę w domu. Cześć ci chwałą o największy enduraku wśród przecinaków. Reszta popłynęła spływem Dunajca po Słowackiej stronie. Wieczorem oczywiście piwko Słowackie: "Spragniony Mnich" i "Złoty Bażant" |
06.05Czas do domy. Rzut oka na Tatry z drogi przez Sromowce, potem przez Babią Górę, Wadowice, Częstochowę, Koło do letniej rezydencji Marcina koło Izbicy Kujawskiej. Pierwszy nocleg w czterech ścianach od tygodnia, normalny prysznic etc. Większe twardziele wykąpały się w jeziorku. Wieczorem smażone w kominku kiełbaski. |
| 07.05 Rzut beretem do domu, wyjazd przed południem, tankowanie za "ostatni grosz". Cała wyprawa zamknęłs się w niedużej kwocie, i tak mniejszej niż przypuszczałem tj.około 500.00 zł. Dla przypomnienia :
Pamiętaj by zabrać z sobą :
|