![]() |
Ostatni wjzad w Interior. Wybraliśmy go na koniec,
by potrenować przed tym najtrudniejszym kawałkiem,
zjeść część zapasów a i dla tego, że jak byliśmy
jeszcze na promie to obszar ten był zamknięty za
względu na zalegający śnieg. Oto na zdjęciu stoję przed znakami : 1) droga tylko dla pojazdów z napędem na cztery koła, 2) następna stacja benzynowa za 268 km (bezdrożami !) Droga F88 |
| Ok, jedziemy. Zaczęło się. Piachy i żużel. Nie
można jechać za wolno. Jakoś mi idzie drogi podobne
jak w Borach Tuchoskich na czerwonym szlaku. Za pierwszym
wzniesieniem rzeka. Nie duża, dno twarde. Przekraczam z
duszą na ramieniu, woda hamuje motor, prąd lekko znosi,
woda prawie wlewa się do butów. Są straty, Artek nie
wytrzymał nerwowo, zwolnił i uskoczyło mu przednie
koło. Topkejs w wodzie. Brr. Adam pomaga mu wstać ja
kameruję ... Potem za wzgórzem jedziemy polami lawy, wzdłuż rzeki. O rany jak będziemy mieli ją przekraczać to ja cię ... . Stoimy, robimy zdjęcia. Przez lornetkę słabo widzę jakieś ruchy na rzece - coś ciągają. Jak podjechaliśmy bliżej, to się wyjaśniło - wyciągali twardziela na BMW. Ten przejazd nie był łatwy. Głęboki i z szybkim nurtem. Stojąc na podnóżkach nalało mi sie wody do butów i wytrąciło mnie z trajektorii o ponad 10 metrów, tak więc zamiast po prostej jechałem po paraboli. |
![]() |
![]() |
Jedziemy w kierunku Aksji. Pojawia się pustynia
pumeksowa !. Tak, można było zabrać i sprzedawać.
Niestety, tuż przed wulkanem "niebo zwaliło się
nam na głowy". Padła pogoda i naprawdę nic nie
było widać. Sama droga do krateru zawalona była
jeszcze dodatkowo przez mokry śnieg w którym ugrzązł
terenowy Yeep. Droga F910 |
| Tak więc przenocowaliśmy sobie po wulkanem, w domku
opalanym piecem na olej opałowy. A ile było uciechy z
jego odpaleniem. No to już koniec. Musimy wracać - za dwa dni prom. |
![]() |
![]() |
A droga od Aksji do "cywilizacji" była
również ciekawa. Pola lawy, gdzie droga wiła się
między jej jęzorami, pumeksowe i żwirowe łachy
piachu. |
| Ale nie był to koniec. Kolejna przeprawa, potem
nastepna. W międzyczasie kilka przejazdów przez
mniejsze nie zaznaczone na mapie potoczki. Adam czując już bliskość domu "odkręcił". Za jednym nie dużym wzniesieniem był zakręt w lewo i przeprawa przez rzeczkę. No cóż, ciężko się zakręca w powietrzu - tak więc "przeleciał" rzeczkę 20 metrów przed przeprawą znacząc swój wyczyn czarnymi śladami na podłożu, krzewami w motocyklu i śladem półki na przednim błotniku. Ale się nie wywalił co świadczy o tym iż opanował Islandię. |
![]() |
![]() |
Tak, tutaj już się wyciszam. Jeszcze tylko 50
kilometrów i cywilizacja, tj. asfalt i stacja benzynowa.
Jak już osiągnęliśmy czarną wstęgę to odczuliśmy,
że coś się kończy ale i również odczuliśmy ulgę,
że żyjemy i jesteśmy cali łacznie z naszymi
plastikami. Jedyne straty : Varadero - łożyska w główce ramy do wymiany, Transalp - ślad na błotniku po locie nad przeprawą, BMW - zgubiona osłona na cylindrze, dokręcane śróbki, jakiś problem z czujnikiem ciśnienia, obtłuczone lusterko, jakis problem z łożyskiem w tylnim kole. |
| Ostatni nocleg nad jeziorem, wśród większości
takich jak my, czekających na prom. Pierwszy raz
poczułem zmęczenie i odmówiłem Artkowi wspólnego
wyjazdu na basen. Siedziałem przed namiotem, łaziłem
wzdłuż brzegu, czekałem na dzień następny. Przed promem kolejka znajomych, wymiana relacji. Adam pokazuje kawałki zarejestrowane na kamerze. Wszyscy są zadowoleni. |
![]() |
![]() |
A na promie już nikt nie pamięta o deszczu,
chłodzie, kiepskich drogach, problemach z własnymi
słabościami i różnicy charakterów. Islandia jest piękna, autentycznie dzika. Można się tam czuć jak odkrywca. |